.

.

środa, 30 grudnia 2015

Koniec roku

Kończy nam się już ten poczciwy 2015 rok. Rok, w którym zawitało w moim życiu wiele radości.
Radość moja ma już dwa miesiące i dwa dni ;) Rośnie, rozwija się, coraz więcej "gada", uśmiecha się i coraz więcej rozumie :)
Jak co roku nie będę robiła żadnych planów ani postanowień. Obecnie moim największym planem i postanowieniem jest takie jedno na całą resztę mojego życia - aby dać mojej Córci jak najlepszy dom, opiekę i miłość. By postarać się ze wszystkich sił wychować Ją na dobrego i szczęśliwego człowieka. By niczego Jej nie brakowało. By miała mnóstwo powodów do uśmiechów i radości. By potrafiła z naszą pomocą lub i bez niej podejmować dobre decyzje. Niczego w życiu bardziej nie pragnę jak zdrowia i szczęścia dla mojego Dziecka.
Każdego dnia patrzę na Nią i zachwycam się tym Cudem ludzkiego życia, chłonę tą niewinność i delikatność. Słodki zapach Jej skóry i delikatny oddech. Każde Jej spojrzenie w moją stronę, każdy uśmiech na mój widok to balsam na moje serce. Serce, które równocześnie martwi się o przyszłość... o Jej dobre życie.
Każdy poranek jest teraz nadzwyczajny. Budzi nas słodkie gaworzenie i ten uśmiech, nieziemski uśmiech. Od dwóch i pół tygodnia nasze leniwe poranki sprawiają, że mam ochotę krzyczeć z radości i  dzielić się nią z całym światem. Leżymy z Mężem w łóżku, między nami to nasze Maleństwo i zachwycamy się każdym jej spojrzeniem, uśmiechem i wydanym dźwiękiem :) Może to wydaje się takie słodkie, aż do wymiotów... ale teraz tak właśnie czuje, tak jest. Jest cudownie, idealnie - wręcz sielankowo. I łapiemy każdą tę wspólną chwilę... bo od poniedziałku Mąż wraca do pracy.
Sylwestra spędzamy oczywiście w czwóreczkę, choć Sunię musimy niestety czymś uspokoić... bo prawda jest taka, że fajerwerki działają na nią negatywnie. Lata od okna do okna i szczeka, denerwuje się. W tym roku z Malutkim Człowiekiem w domu to nie przejdzie. A poza tym Sunia też się męczy. Kupiliśmy mini sampana bym mogła się napić łyczek i będziemy świętować nowy rok w Naszym sosie :) Zrobimy sałatki, kruche ciasteczka i będzie spokojnie spędzony Sylwester przed TV ;)
A Wam życzę jak najlepszego 2016 roku. I jak co roku życzę by był lepszy niż 2015, ale gorszy niż 2017 :P Udanej zabawy jeśli ktoś się wybiera na Sylwestrowe szaleństwo :D

sobota, 26 grudnia 2015

Pierwsze tak wyjątkowe Święta

Nasze pierwsze Święta w nowym składzie prawie za nami.
Nie zdążyłam złożyć Wam życzeń, ale mam nadzieję, że Wasze Święta były magiczne, rodzinne i ciepłe :)
Tak jak pisałam wcześniej Wigilię i Pierwszy Dzień Świąt spędziliśmy u moich Rodziców.
Wigilia była w okrojonym składzie bo tylko nasza Trójeczka plus Rodzice. Malutka postanowiła dać Rodzicom dzień spokojniejszy - tzn do Świątecznej Kolacji cały dzień przespała - dzięki czemu mogliśmy spokojnie ubrać choinkę, przygotować to co mieliśmy ugotować.
Po przyjeździe do Rodziców Malutka rozkosznie sobie gaworzyła :) Dała nam zjeść w spokoju i sama też ciumkała swoją kolację :) Zabawiała Dziadków i powodowała u nas wszystkich dużo uśmiechu :)
Prezenty dały nam wszystkim dużo radości :) A Córcia dostała swojego pierwszego Misia :D
Po powrocie do domku padliśmy wszyscy jak muchy :)
Rano szybciutko ubraliśmy się wszyscy i pojechaliśmy na śniadanko do Rodziców. Tam już był mój Brat z Żoną i Synkiem :) Rozpakowaliśmy resztę prezentów, zjedliśmy śniadanko , pogadaliśmy, zjedliśmy obiadek i ciasta :D Dzień minął rodzinnie i przyjemnie.
A dziś... dziś sobie odpoczywamy. Ja robiłam porządki w zdjęciach i zabawiam się z Córeczką, a Mąż siedzi i przegląda swoje motoryzacyjne strony internetowe :P
Ogólnie pierwsze takie Święta zapadną w mojej pamięci na zawsze. Magiczne, cudowne, wyjątkowe, najpiękniejsze.
Z okazji Świąt wstawię jedno zdjęcie mojego Cudu :)  Naszego Małego Reniferka :)
Ściskam i całuję jeszcze Świątecznie... no i lecę nakarmić mojego Małego Głodomorka :)

niedziela, 20 grudnia 2015

Przedświątecznie

Przygotowania do Świąt powoli się rozkręcają. Porządki, zakupy ... :)
Święta spędzamy z moimi Rodzicami. Tzn Wigilię i pierwszy dzień. A w drugi być może przyjadą Teściowie :)
We wtorek wybyłam się z Mamusią na zakupy prezentowe. Malutka została z Mężem. Niezmiernie ciekawa byłam czy wypije mleko z butli i od Niego. No i ku naszej radości pięknie butelkę wypędzlowała :D
Ale żeby nie było za kolorowo mieliśmy problem z kupką - dość długo się nie pojawiała. Ale jakoś udało mi się z tym poradzić. Akcja grucha i koziuchy z noska też za nami. Boziu nie spodziewałam się, że w takim malusieńkim nosku mogą być takie pokłady tego czegoś :P Przez chwilę zastanawiałam się jak to możliwe, że Córa oddychała ;)

Wybraliśmy się też na zakupy Świąteczne w Trójeczkę :) Mała albo spała albo oglądała sobie świecące witryny, chodzących ludziów :P Podczas zakupów wstąpiliśmy na obiad do pizzy hut. Zanim przyszło nasze zamówienie nakarmiłam Szkraba :) a potem My sobie jedliśmy a Ona oglądała uwijających się kelnerów :P
Ogólnie wszystkie prezenty kupione. Przyznam, że w tym roku pomimo braku czasu i możliwości wychodzenia na zakupy kilka razy więcej, zakupy poszły szybko i sprawnie :D (dzięki za internet i możliwość zakupów przez niego :D )
Muszę przyznać, że póki co nie mogę narzekać na Dziecię me :) Jasne ma gorsze chwile, marudzi, ale ogólnie jest bardzo grzecznym Dzieciątkiem :) Dużo się uśmiecha więc chyba dobrze Jej i jest chyba szczęśliwa :)
No i  Mama korzysta z okazji, że ma MężaTatusia w domu i jutro idzie sobie zrobić paznokcie, a w środę w końcu ogarnąć włosy. Odrosty mam takie że HEJ ;) Oj ile bym dała, żeby pieniądze rosły na drzewach i żebym mogła mieć Męża przy sobie całe dnie i noce :)

Bałam się macierzyństwa, bałam się, że nie dam sobie z tym wszystkim rady, ale nie jest aż tak źle. Choć jestem mega niewyspana i nie raz ryję nosem po ziemi to kocham to Maleństwo ponad wszystko i jestem szczęśliwa. Nie oddałabym nic za to co teraz mam :)
A Świąt i Wigilii już nie mogę się doczekać :)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Urlop

Jesteśmy po szczepieniu. Trauma dla Maleństwa i dla Mamusi. Po zważeniu, zmierzeniu i wizycie u Pani Doktor przyszedł czas na szczepienie. Wybraliśmy 6w1 i rotawirusy. Nasza Córa jest niezwykłym egzemplarzem - nie lubi jak jej się wkłada do buzi coś innego niż cycusia. I tak było z rota. Pani próbowała jej wcisnąć lek, ale szło opornie (a wydatek to jest). Krzywiła się, wykręcała, wypluwała... ale ostatecznie daliśmy radę. No i przyszła kolej na zastrzyk. Samo wkłucie okej, ale jak tylko Pani wyjęła strzykawkę zaczął się krzyk. Serce Mamy się rozdarło na tysiąc kawałków a z oczu poleciały dwie łezki. Na szczęście Malutka szybko dała się utulić przez Mamę. Przez kilka godzin był spokój, ale niestety gdy zaczęliśmy robić obiad zaczął się płacz. Płacz jakiego nigdy jeszcze nie słyszałam u mojej Księżniczki. Pomagała tylko bliskość Mamy. Tak więc zawiązałam Małą w chustę i tak z nią siedziałam do późnego wieczora. Przed snem już się uśmiechała. Noc przeszła spokojnie - Córcia jedynie obudziła się kilka razy w nocy (zazwyczaj budzi się tylko raz). Kolejne dni mijały i mijają już spokojnie, po staremu :)
Jedyny problem jaki mamy z Córą to właśnie to, że nie chce nic do buzi. Odciągam dzielnie mleko, ale Pierworodna nie chce go pić z butli. Smoczki też są "fuj".
Po przeczytaniu wielu informacji na ten temat postanowiliśmy zrobić z Mężem eksperyment. W niedzielę wyrwaliśmy się na mszę na Rynek i przy okazji na kiermasz świąteczny. Skarb nasz został z Dziadkami. Jako przykładna córka ugotowałam im obiadek i wytłumaczyłam co i jak z mlekiem. Po mszy poszliśmy do mojego kochanego Costa Coffie na kawunię i postanowiłam sprawdzić jak się ma sytuacja. Jakaż była moja radość gdy się okazało, że moja Pociecha zjadła mleczko z butli. Oczywiście nie chwyciła od razu - Mamusia musiała jej troszkę ją przytrzymać w buzi bo chciała wypchać języczkiem ,ale na szczęście załapała i wypiła pół butli ;) Czyli wychodzi na to, że jak Mała czuje mnie i wie, że ma do wyboru cycusia albo butelkę wybierze mnie ;)
Zobaczymy jak to się potoczy jak pójdę z Mamą na zakupy świąteczne i Córa zostanie z Tatusiem :)

Prezenty dla Męża już załatwione ode mnie i od Rodziców kupiłam sama, Młodym zasugerowałam co mogą kupić. Ale póki co to na tyle. Mamy już pomysł na prezent dla Taty, ale reszta rodziny to będzie problem ;) Co Bratowej, Bratu i o zgrozo co kupić Mamusi... Świąt doczekać się nie mogę. Mąż nie pozwala ubrać choinki wcześniej ;) Z resztą ma rację - od zawsze była u nas i u Niego tradycja ubierania choinki w Wigilię i niech tak zostanie :D To ma swój urok. Kupiliśmy też jemiołę i mam zamiar całować pod nią Męża aż do upadłego. W podzięce za to jakie Cudo mi sprawił w postaci naszej Córeczki :) To będą magiczne Święta. Pierwsze Święta w powiększonym składzie, pierwsze Święta naszej Córeczki :) Pierwsze Święta jako Rodzina, a nie jako Małżeństwo ;)

Urlop Męża się zaczął i cudownie jest mieć Go przy sobie. A Malutka korzysta z tego, że ma Tatę na co dzień i notorycznie Go czaruje uśmiechem :) Normalnie Mama chyba zacznie być zazdrosna :P

P.S. A zdjęcia z sesji noworodkowej skradły nasze serca. Jak można być tak bezkarnie słodkim i uroczym?!?!? :D
Czy mówiłam już, że jestem szczęśliwa?

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Grudzień :)

Póki co wszystko jest okej. Córcia rośnie, dużo się uśmiecha :) Czasem mamy przestój 2-3 dni bez kupki, ale zawsze w końcu się pojawia :) Sikamy ładnie, jemy ładnie. Noce też są w miarę spokojne. Zazwyczaj jedna, dwie pobudki :D Muszę przyznać i mam nadzieję, że nie zapeszę, że mam w domu istnego Aniołka :)
W sobotę byliśmy z moimi Rodzicami na kolacji Mikołajkowej. Córcia ładnie sobie spała w nosidełku. Obudziła się tylko na kolację (no bo jak wszyscy jedzą to i Ona musiała przecież :P ) i dalej poszła sobie spać :)
Jeszcze tydzień i Tatuś będzie miał urlop - FINALLY!!! Będzie tylko Nasz i tylko dla Nas :D
Jutro też w końcu dostaniemy zdjęcia z sesji noworodkowej. Już przebieram nóżkami :D Musimy kupić jakieś ładne albumy i będą super prezenty na Gwiazdkę dla Dziadków :D A oprócz tego pstrykam jej tyle fotek, nagrywam mnóstwo filmików :) Szaleństwo!
No i w końcu jak Tata będzie w domku będę mogła wyskoczyć z Mamą na zakupy Świąteczne :) no i mam wizytę już zamówioną u fryzjera.
Kupiłam też chustę dla Małej :) Uczę się póki co ją wiązać. Mała już raz w niej była, ale spała jak kamień :P
Zaliczyliśmy też kilka spacerków w ostatnich dniach :) Mała ma po nich super apetyt i śpi jeszcze smaczniej niż normalnie :)
W dwóch słowach moje drogie jestem szczęśliwa.
A czy moje drogie Mamy możecie mi powiedzieć czy szczepiłyście swoje pociechy na coś dodatkowo??

środa, 25 listopada 2015

Mamy już 4 tygodnie WOW

Kiedy to zleciało... A za 3 dni stuknie nam już miesiąc. A ja dokładnie pamiętam moment kiedy odeszły mi wody. Wszystkie telefony, które wykonałam z tą radosną nowiną :)
Mała jest taka cudowna... Ponoć podobna do Taty... a i dobrze, niech wie, że to Jego Dziecię :P
Kruszyna wydaje coraz to fajniejsze dźwięki, reaguje na głos, patrzy na Mamę ;) Coraz rzadziej ma czkawki ... A co najważniejsze chyba zażegnałyśmy nasz największy problem i smutek Mamy :P
Jesteśmy też po pierwszej wizycie u lekarza. Mama była tak zestresowana, że zapomniała prawie o wszystkim :P Ale na szczęście Maleństwo rozwija się dobrze, przybiera na wadze :)
Teraz przed nami kolejny stres. SZCZEPIENIA. Jakie wybrać, czy szczepić na coś dodatkowo... Tyle tego jest - rotawirusy, pneumokoki... Czy 5w1 czy 6w1? Dylematy świeżej Mamy :(
Mąż urlop dostanie dopiero 14 grudnia nad czym niemiłosiernie ubolewam bo niestety nasz Mężczyzna nie ma zbyt dużo czasu dla Maleństwa. Wraca po pracy, robi zakupy, wychodzi z Sunią na spacery,  chwilę odpoczywa, robimy jakiś obiad. Jedynie wspólnie Ją myjemy (ale to trzy razy w tyg) no i przebiera Ja kilka razy w ciągu dnia... A tak to cóż... nie ma jak Jej poświęcić czasu i nie mam pretensji bo jest wymordowany. Chodzi wcześniej spać, wstaje wcześnie rano. Ale i tak jest Twardziel bo mimo pobudek w nocy śpi ze swoimi Dziewczynami :) Uwielbia się w Nią wpatrywać :) I wcale się nie dziwię bo Mała jest cudna, te Jej oczy... ehhhh  :P
Wciąż czekam na jakiś odpowiedni dzień by pójść z Córcią na pierwszy spacer. Co prawda mamy już zaliczone zakupy. No ale to było nosidełko do samochodu i z samochodu... Więc wietrzenie słabe :P Z resztą, sama bym wyszła z domu choćby na te 15 min :)
No i powiedzcie mi jak tu się nie rozpłynąć jak siedzi się z laptopem na kolanach, a obok leży malusieńkie Ciałko i tak słodko, delikatnie oddycha. Miłość... MIŁOŚĆ.. ♥
Jestem taka szczęśliwa :)

środa, 18 listopada 2015

Mamy już 3 tygodnie:) i Liebster award

Hej! Czas leci sobie raz wolniej, raz szybciej. Mała kradnie moje serce z każdym dniem. Niesamowite. Mimo, że jak wiadomo głównie śpi, je, kupka i siusia ( nie zapomnijmy o niesamowitych bąkach, o których istnieniu w tak małej pupci nie miałam pojęcia) to potrafi mnie zająć sobą przez calutki dzień. Pewnie pisałam, że kocham jej słodkie minki podczas snu i w tedy gdy swoim jeszcze nie do końca świadomymi oczkami patrzy na mnie... Póki co mam czas na pewne obowiązki takie jak obiad, umycie włosów itp. Ale pewnie z czasem to się skończy. Muszę przyznać, że chciałabym by czas się zatrzymał. By Córcia była taka słodka i urocza jak jest teraz. Taka malutka i niewinna...
Zostałam nominowana do Liebster award przez http://bestdamnmomever.blogspot.com/

bardzo dziękuję. Teraz z miarę możliwości postaram się odpowiedzieć na zadanie przez Ciebie pytania :)

1. Jak wyobrażałaś sobie siebie teraz, gdy miałaś 10 lat?
O matko! Jak sobie wyobrażałam siebie mając 19 lat. No cóż moje życie wyglądało w tedy zupełnie inaczej. Studia, imprezy, mnóstwo znajomych :)  Ale od zawsze marzyłam o ślubie, Mężu i Dzieciątkach. Co prawda w tedy Mężem miał być ktoś inny, ale na szczęście los zesłał mi obecnego :) Od zawsze wiedziałam, że pierwsze Dzieciątko będzie przed trzydziestką i się udało! :D Myślę, że moje obecne życie spełnia moje oczekiwania jako 19sto latki :)
2. Twoje hobby?
I tu jest problem. Ja chyba nie mam hobby. Lubię robić wiele rzeczy, ale nic nie wciąga mnie tak, żeby poświęcić się temu w 100%. Jest to taki mój ból, bo zazdroszczę ludziom, którzy mają swoje hobby :(  Może kiedyś odkryję w sobie jakiś talent, rozwinę jakieś zainteresowania :)
3. Najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłaś?
Oj najbardziej szalona... Hmmm myślę, że troszkę szaleństw w życiu zaliczyłam, ale chyba zrobienie sobie tatuażu to było największe. Zawsze o tym marzyłam :) Któregoś dnia spontanicznie z moją bardzo dobrą koleżanką najzwyczajniej w świecie podjęłyśmy decyzję, że idziemy. Ot co! I tak oto od kilku lat mam tattoo na pleckach :P
4. Jaką chciałabyś mieć super moc?
Do głowy przychodzi mi kilka jak np. czytanie w myślach, latanie... Ale chyba naj najbardziej chciałabym mieć moc uzdrawiania. Tylu ludzi cierpi na świecie, w bliskim mi otoczeniu. Jak cudownie byłoby móc uzdrawiać ich z tych ciężkich chorób. Móc żyć z nimi jak najdłużej ...
5. Dokąd marzy Ci się pojechać?
Uwielbiam podróżować od najmłodszych lat. Podróże to coś co kocham i zrezygnowanie z tego byłoby dla mnie koszmarem. Wiem, że jak tylko będą finanse, podróżować będziemy całą rodzinką. Moim największym marzeniem i obecnie na pierwszym miejscu to zobaczyć raz jeszcze (ale dokładniej) Barcelonę. To miejsce jest dla mnie niezwykłe. Marzy mi się również USA - Nowy Jork, Miami - najlepiej jakaś objazdówka... ehhh :)
6. Nikogo nie ma w domu i nikt nie patrzy. Co robisz? 
Włączam ulubioną muzykę - śpiewam i tańczę :D
7. Książka, która zmieniła Twoje życie?
Pollyanna -  Eleanor H. Porter niesamowita książka dla dziewcząt. 
Krótki opis z Wikipedii "Jest to historia jedenastoletniej dziewczynki, która po śmierci ojca zostaje odesłana, by mieszkać z surową i despotyczną ciotką, której boi się całe miasto. Pogodna i radosna dziewczynka jednak stopniowo to zmienia." A najwspanialsze w tej historii było to, że główna bohaterka starała się nawet w złych rzeczach znajdywać pozytywy -  to było dla mnie w tej książce najważniejsze i mega inspirujące :)
8. Jakiego zmarłego, znanego artystę chciałabyś spotkać i o co byś zapytała?
 Długo myślałam i aż wstyd się przyznać, ale nie mam nikogo takiego. Kurcze ja jestem chyba jakaś dziwna :(
9. Nagle otrzymujesz zdolność mistrzowskiej gry na jakimś instrumencie. Co to za instrument i dlaczego?
 Hmmm myślę, że byłaby to gitara. Mój brat uczył się grać na gitarze i zawsze mi się to podobało. Poza tym wydaje piękne dźwięki :) Można zagrać na niej wszystko od kołysanki po mocną zadziorną nutę ;)
10. Możesz cofnąć czas do dowolnego momentu w Twoim życiu. Robisz to?
 Hmmm nad tym też długo myślałam i hmmm chyba moje życie jest tak fajne, że nie chciałabym nic w nim zmieniać. Wszystkie wydarzenia (zwłaszcza te złe) ukształtowały mnie na takiego człowieka jakim jestem teraz... Myślę, że jest dobrze, po co to zmieniać? :)
11. Największy strach z dzieciństwa? 
Mój największy strach z dzieciństwa ( i jest największym nadal) to utrata Rodziców. Że nagle znikną i już nigdy ich nie zobaczę. Serio utrata Rodziców to dla mnie najgorsza rzecz na świecie...

Chyba tyle :) 
Chciałabym nominować :Dessideria , Forget-me-not , mamo musiszFollow your dreams...,

A oto pytania ode mnie :)
1. Gdybyś mogła wybrać kierunek studiów raz jeszcze wybrałabyś inne i dlaczego tak/nie?
2. Najpiękniejszy dzień Twojego życia?
3. Najciekawsze miejsce w jakim byłaś?
4. Najciekawsze lub najbardziej egzotyczne danie jakie jadłaś?
5. Pamiętasz swój pierwszy pocałunek? Jaki on był ? :P
6. Gdybyś pewnego dnia obudziła się w ciele chłopaka to co byś robiła przez ten jeden dzień? 
7. Co najbardziej cenisz w ludziach?
8. Idealny przyjaciel - jaki według Ciebie powinien być?
9. Skoczyłabyś na bungee?
10.  Jaki film, który ostatnio oglądałaś zrobił na Tobie wrażenie?

Ściskam :) 
            


sobota, 7 listopada 2015

Nasz Listopad

Nowy miesiąc to nowe wyzwania. Nie powiem, powoli padam już na pyszczek. Niestety, póki co od wyjścia ze szpitala jestem sama i radzić sobie muszę też sama. Kochany Mąż MUSI pracować, bo wnet mają audyt i urlopu nie dostał. W szpitalu prawie w ogóle nie spałam, niestety łóżka szpitalne mi kompletnie nie służyły. A poza tym byłam wyczulona na każde jęknięcie mojej Małej Kruszynki, więc sen jeśli przyszedł to był tak leciutki, że hej! A po powrocie do domu jeszcze jakoś nie zdążyłam odespać tych straconych godzin.
Poród przebiegł idealnie. Nie mogę narzekać na nic. Położna - złota kobieta, najlepsza jaką mogłam wybrać. To prawda, że dobra położna to połowa sukcesu dobrego porodu. Choć na początku miałam problemy z parciem, w końcu załapałam i poszło :) Oczywiście bez znieczulenia się nie obyło, ale ja wiedziałam, że mam niski próg bólu i może być ciężko. A anestezjolog to najlepszy jaki mógł się trafić ;) Człowiek legenda, a poza tym tak pozytywny i ciepły człowiek, że żal że nie ma takich ludzi/lekarzy więcej...
Powiem tylko tyle, że wody odeszły po 7 rano, a Maleństwo było na świecie o 17:35 :) Sam poród trwał godzinę 20 min :) szczegółami nie będę zamęczać. Bo i po co... I tak pewnie Was to nie interesuje :P
Mała jest cudna. Co prawda mamy małe problemy i powoli wychodzimy z nich. Kosztowało i kosztuje mnie to troszkę nerwów, ale idzie ku lepszemu. Troszkę łez się polało, ale to nic. Zwalam to na hormony, który jeszcze buzują w moim organizmie... Pokochałam tą Kruszynkę całym moim sercem... nie wiedziałam, że takie uczucia istnieją :) Coś magicznego...
Mąż także zakochany i wpatrzony w te maleńkie, niebieskie, z każdym dniem coraz bardziej bystre oczka :)
Wizyty położnej środowiskowej mi też wiele dały. Moja położna od porodu też mnie odwiedziła i dała kilka cennych wskazówek.
Oprócz tego mamy też zaliczoną (nawet dzisiaj) sesję noworodkową. Muszę przyznać, że niezła modelka z tej naszej Córy ;) Pani była zachwycona i sama sobie życzyła więcej takich dzieci do sesji, a Mamie rosły skrzydła słuchając jak Pani Ania zachwyca się jej Cudem :P
No nic Kochane muszę zmykać bo właśnie Dziecię się przebudziło i woła o papu :P

sobota, 31 października 2015

W trójpaku :-)

No i nastał ten czas, ten dzień kiedy Nasza Rodzina powiększyła się o Najslodsza Kruszyne na swiecie. Nasze Cudo pojawiło sie 28.10.2015 r. o godzinie 17:35. Jest zdrowa, silna i oczywiście jak dla każdego rodzica najpiękniejsza ;-) Ważyła 3620g i mierzyła 53 cm. Mogę patrzeć na nią godzinami. Jest spełnieniem wszelakich oczekiwań. A Tata...zakochał się jak szalony. Jak On na Nia patrzy, LUDZIE! Kocham ten Jego wzrok.
Więcej napiszę jak wyjdziemy ze szpitala.
Pozdrawiam z Malenstwem śpiącym obok :-)

poniedziałek, 19 października 2015

Końcówka

Cóż dobry humor i samopoczucie chyba mnie opuszczają.
Nieprzespane noce, zgaga, refluksy... Cóż same przyjemności na koniec.
Jestem straszliwie zmęczona, a wierzyłam , że mnie to nie dopadnie.
Samotne przedpołudnia też nie pomagają zapełnić głowy jakimiś pozytywnymi myślami.
A to mnie jeszcze bardziej dobija bo to takie nie w moim stylu. Jednak zawsze staram się jakoś nawet sama siebie pocieszyć, ale dziś mi już nie wychodzi.
Niby termin mam na ten weekend, ale chyba nic nie zapowiada, że Mała się wybiera do gotowego już łóżeczka...
Trzydziestka Męża też nie taka jaką sobie wymarzyłam. Ale Kijanka pozmieniała plany i z dwojga złego wolę, że to z Jej powodu jest inaczej. Było skromnie, było rodzinnie...
Nawet kawę nie taką mi wczoraj zrobili jak zamawiałam... No masakra jakaś.
Z pozytywów to kupiliśmy w końcu aparat, za którym rozglądaliśmy się kilka dobrych miesięcy. Ale chcieliśmy dokonać przemyślanego i dobrego wyboru. Mam nadzieję , że się udało. Córcia będzie miała ładne zdjątka ;)
No i jeszcze ciągle ktoś dobija... a skąd ta pewność, że będzie Dziewczynka... przecież jest tyle przypadków... aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Materiał jest na wyczerpaniu. Obym miała siłę urodzić :(

poniedziałek, 12 października 2015

Śnieg i październik

OK! Obudziłam się i otworzyłam oczy - tak szeroko, że aż zabolało.... WTF ŚNIEG!!! I to nie troszeczkę, ale mnóstwo!
A ja?! Buty zimowe w piwnicy, w żadną kurtkę się nie dopnę... no po co kupować i wydawać kasę na coś co ponoszę (góra) 2 tygodnie. Jedyny ciepły ciuch, w który się dopinam to bluza Męża. Taka cieplutka, włochata od środka, zwana przeze mnie "miśkiem".
Poczłapałam na spacer z Sunią i do piekarni. No cóż, na nogi ubrałam to co mam  - czyli adidasy... Tia... Ze dwa razy po drodze bym się wyrżnęła (serce miałam w gardle i brzuch się spinał :/ ). Buty oczywiście przemokły. A Sunia jak zawsze miała ochotę wąchać każde ździebełko trawy pod tym śniegiem... wrrr Ręce zmarzły, wiatr świrował śniegiem w około, a ja chciałam jak najszybciej być w domu. No masakra jakaś :/ Liczyłam na polską złotą jesień a tu ... no cóż... Troszkę daleko nam do niej.
Ze względu na pogodę na zakupy nie pójdę. Bunt. No to się wprosiłam na obiadek do Rodziców :D A co! ;)

Z dobrych wieści - łóżeczko jest już z nami i jest złożone. Nie powiem miałam mały przebój z tym łóżeczkiem. Nie chcę opisywać koszmaru jaki przeżyłam po jego złożeniu. W każdym razie sztab kryzysowy był zebrany i zostałam postawiona do pionu. Dzięki Bogu za taką rodzinę. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Kocham ich i doceniam pomoc na jaką mogę liczyć. A sypialnia wciąż się zmienia i przechodzi małe metamorfozy.
Od zeszłej niedzieli minął tydzień, a ja już tęsknie za pewną osobą. Mogłabym ją widywać codziennie, ale niestety nie jest mi to dane. Ale dzięki wynalazkom ludzkości mamy kontakt internetowy i jest to coś co ratuje mnie każdego dnia :) Bo uwielbiam tą relację, która się między nami nawiązała :) Coś niesamowitego jeśli o mnie chodzi.

Stres przedporodowy narasta. Serio... chyba zaczynam świrować... No bo kurcze... zostało mi zaledwie dwa tygodnie do terminu. Oj! A ja nie jestem pewna czy chcę się pozbywać Małej z brzucha :P

P.S. A chwaliłam się, że znalazłam kartę kredytową na chodniku i udało mi się znaleźć właścicielkę... Zadzwoniłam na infolinię i poinformowałam miłą panią, że ją znalazłam ;) Co prawda miałam duszę na ramieniu czy przypadkiem ktoś tej Pani nie okradł i np nie wyrzucił karty... Ale uff na szczęście wszystko było okej. Ehhh ci studenci... Gdzie oni mają głowę...


wtorek, 6 października 2015

"Znajomi"

Dziś notka w stylu świat - ludzie mnie wkur*...
Ano tak. Kiedyś mieliśmy wspaniałą paczkę znajomych, ochrzczono nas "Sektą" . To były wspaniałe czasy. Nie potrafiliśmy żyć bez siebie. No ale wiadomo, w końcu My (ja i Mąż) poszliśmy do przodu, jeden paczkowy związek się rozpadł i jakoś Nasza paczka niestety też. Ale przecież hola! nie trzeba rezygnować z kontaktów. Okej nie muszą być już tak częste, ale czemu całkiem je zrywać.
Cóż okazało się, że chyba tylko my poszliśmy w odstawkę. Hmmm czy małżeństwo sprawia, że jest się gorszym i nagle mniej atrakcyjnym??!!
Z K. kontakt urwał mi się niestety zaraz po moim ślubie, ale poszła w tango w nowym związku - jestem to w stanie zrozumieć (BTW mamy już cudny kontakt i Córa poniekąd jest dzięki Niej :P ).
Reszta ekipy ( jeden z chłopaków mieszkał z Mężem wcześniej) jakoś wylądowała na jednym osiedlu (dwa dalej od nas, więc bliziutko) jakoś dalej się spotykała... a my...
Ehhh ja jako zwierze jednak stadne starałam się jakoś te kontakty utrzymywać. Zapraszałam do nas, proponowałam spotkania tam i ów gdzie... I cóż tylko moja inicjatywa. Z ich strony nic, NIC A NIC!!!
Byłam wielce zdziwiona jak P. zaprosił nas na swoje wesele bo myślałam, że już na amen o nas zapomnieli... Ale nie , NIE!! Moi Kochani to nie jest takie proste. Oni pamiętają o nas, a właściwie o Mężu jak COŚ potrzebują!!!! I tu mnie szlag trafia! Niech nas olewają, mają nas w dupie. Ale nie cierpię, wręcz nienawidzę jak się odzywa do kogoś TYLKO w tedy gdy coś się od niego chce!
Jesteśmy typem ludzi, którzy nie potrafią odmówić i zawsze można na nas liczyć. I tu tkwi nasz błąd... Czasem z buntowniczą miną i tonem głosu mówię do Męża - już nigdy więcej się nie damy!!! Ale jak dochodzi już coś do czegoś... cóż... pomagamy :/ Serce mi się kraja :/
Ja wiem, że każdy ma swoje życie, sprawy itp. Ale kurcze, żeby nie znaleźć chwili dla znajomych. Spotkać się na chwilę, pogadać. Zaprosić na herbatę, kawę i ciacho :( Zapominać o kimś dzięki komu miało się fajne lokum do mieszkania i imprez. Z kim się spędzało jedne z lepszych chwil w życiu... No lipa straszna. Ja wiem, że czasem nie potrzebnie przeżywam takie rzeczy. Że to pewnie bzdury i błahostki... Ale na mnie to działa jak płachta na byka i niemiłosiernie zasmuca...
I choćby przykład z wczoraj. Mąż napisał do P. z zapytaniem o nr tel do wspólnego kolegi i przy okazji zapytał co u nich. Odpisał, napisał co u nich i tyle. Zero zapytania a co u Was, Ciebie? Jak się Kasia czuje? Jak ciąża itp. Nosz kur** Parę kliknięć więcej w klawiaturę... zwykły ludzki gest... Nawet jeśli go to nie interesuje :(
No i nasze życie społeczne się sypie. Gdyby nie odnowienie znajomości z K. to by była susza :(
Kumple Męża mieszkają albo gdzieś daleko albo mają już dzieci i mniej czasu dla bezdzietnych :P

Ale życie czasem potrafi też miło i pozytywnie zaskoczyć. Niedziela była niezwykła. Czasem marzenia, które wydają się nierealne, jednak się spełniają ;) Moje nagle, o dziwo się spełniło. I dodało mi mega powera. :) I chcę by trwało ono nieskończenie długo... bo wierzę, że może być z tego coś bardzo pięknego ;)

Ściskam Was w ponoć ostatni już słoneczny i ciepły dzień :*

sobota, 3 października 2015

Jutro NIEDZIELA

Oj tak to już jutro ten fajowski dzień.
Muszę wypucować mieszkanko by sobie wstydu nie narobić - ha! Mąż nawet do fryzjera się dziś wybiera :D Taka persona do nas zawita :P
Mam nadzieję, że w tym ferworze porządków nie urodzę ;)
Zgadnijcie czy jest łóżeczko?!?!
TAK! Zgadza się - nie ma go. I po raz kolejny usłyszałam, że będzie w przyszły piątek. Choć tym razem zdanie wzbogaciło się o cyferki "na 100%" . Tia...
Karoca mojej Księżniczki już stoi w mieszkanku. Zdjęcie jest jakie jest, ale możecie zobaczyć jak mniej więcej wygląda mój wymarzony pojazd..

Gabaryty ma, ale przynajmniej nikt nam na dzielni nie podskoczy ;) :P
Mój arbuz coraz bardziej przeszkadza w wygodnym śnie, więc cóż obecnie do najpiękniejszych kobiet nie należę ;) Choć kochany Mąż nawet nie narzeka :P Zwraca uwagę na inne atrybuty, nie na twarz :D :P
Rany jak ciężko uwierzyć, że zostało mi zaledwie trzy, TRZY tygodnie do terminowego porodu!!!
Powiedzcie mi kiedy to zleciało?! No kiedy???
A pogoda. Ohhh pogoda mnie rozpieszcza... To słonko każdego dnia dodaje sił, by jakoś przetrwać samotne godziny bez Męża. Spacerki z sunią i rozmowy na messenger'ze dodają powera :)
I muszę przyznać, że jestem szczęśliwa. Serio. Mimo obaw, lęków... Ja pierdziu tak mi dobrze...
No nic ;) Idę robić pranie, sprzątanie i obiad :D Szkoda czasu i sił.
Ściskam i ślę Wam same uśmiechy :)

wtorek, 29 września 2015

Jesienna pogoda

Wyjątkowo (przynajmniej póki co) jesienna pogoda mnie nie dobija. Tzn nie mówię, że tryskam energią i pozytywnym nastawieniem, bo w tym stanie to ciężko by mi było. Ale nie jest źle, energię jeszcze mam, mimo iż wszyscy reagują na mnie jak na przemytniczkę arbuzów lub złodziejkę dziecięcych piłek :P
Niestety łóżeczka jak nie było tak nie ma... Cóż niby jeszcze jest czas... Najwyżej zacznę rodzić przy składaniu tegoż cuda, na które trzeba czekać AŻ dwa miesiące... Albo i dłużej bo kto wie czy i w ten piątek nie usłyszę, że będzie w następny piątek... Ehhh nieważne z resztą.
Po wózek jedziemy jutro... Oj cieszę się, że w końcu zobaczę to cudo na żywo :D Najwyżej w ciągu dnia Malutka będzie spać w gondoli, a w nocy ze mną ;)
W niedzielę wraz z moją koleżanką zorganizowałyśmy dla Małej mini Baby Shower :P hahaha uroczo było. Mała wyżerka, śmiechy, chichy, wystrzałowy szampan piccolo (taaak wylądował na ścianie :P) :D I kilka przeuroczych prezentów dla Córci. Mąż grzecznie wyniósł się do garażu :) Koleżanki nie posiedziały zbyt długo, ale i tak cieszyłam się z obecności ludzi :D Bo ja łaknę towarzystwa, jak pustelnik wody na pustyni ;) Najdłużej posiedziała moja Kochana Mamunia :) W niedzielę padłam do łóżka jak zabita. Cudnie się spało po takim dniu ;)
A teraz znów nie mogę się doczekać niedzieli. Oj to będzie wyjątkowy dzień :) Październik będzie miesiącem pełnym wrażeń. :) A ta niedziela to będzie dzień jak święto :P Przebieram nóżkami jak szalona by już nastał 4 października. Serio dawno nie cieszyłam się na jakiś dzień jak na tą niedzielę. Jestem jak dziecko czekające na urodziny i wyjątkowych GOŚCI :) Zapewne opiszę wrażenia z tego dnia :) Pewnie będzie co opisywać :) Ja wiem, że czekanie jest fajne... ale finał czekana jeszcze fajniejszy :D
Ogólnie też latam i robię wszystkie badania potrzebne do porodu. Serio nieźle ganiają na koniec ciąży nas biedne kobiety... Dobrze, ze moja rodzina jest zmotoryzowana i jak nie z Mężem jeżdżę to mogę liczyć na Tatę :) No chyba, że jest ładnie to spacerkiem potuptam sobie do jednej placówki, która jest w miarę blisko mnie...
No i raz na jakiś czas włączają mi się huśtawki nastroju... Raz chce mi się płakać ze strachu przed porodem, raz staję dumnie z wypiętą piersią i mówię sobie, że dam radę, że jak nie ja to kto, znów innym razem jestem przerażona czy będę dobrą mamą... No i tak mi się to waha z jednej strony na drugą. Euforia też bywa...
No proszę a teraz w moje okna zawitało słoneczko. Aż pyszczek sam mi się uśmiecha ;)
Tak więc z tą miłą słoneczną aurą w moim mieszkanku żegnam Was i do następnego :)

poniedziałek, 21 września 2015

Spadek formy?

Ehhh ostatnie dni były dość ciężkie... Dwie nieprzespane noce. Wiadomość, że na łóżeczko będzie mi jeszcze poczekać... Miałam ochotę wyć do księżyca i płakać.
Na szczęście bez łez się obyło, ale byłam bez emocji. Nie miałam nawet siły się złościć na wieść o łóżeczku...
Jedyny plus jest taki, że w czwartek udało nam się załapać na piękną pogodę i zaliczyliśmy sesję brzuszkową. Definicja sesji brzuszkowej u nas wygląda tak, że pożyczyliśmy aparat od Bratowej, poszliśmy do parku i Mój szanowny Małżonek zabawił się w profesjonalnego fotografa, a ja w profesjonalną modelkę :) I mimo, że byłam po nieprzespanych nocach zdjęcia wyszły nie najgorsze :) Nawet jestem zadowolona. Szkoda tylko, że Mędzia nie ma na tych zdjęciach. Próbowaliśmy porobić parę w domu z samowyzwalaczem, ale te wszyły takie se ;) Może ktoś nam jeszcze zdąży jakieś pstryknąć :)
Ogólnie forma chyba, CHYBA powraca do normy. Sama nie wiem jak się czuję... Byle do przodu. Co prawda przeraża mnie myśl o porodzie, o tym, że już niedługo Maleństwo nie będzie mi fikać w brzuszku, a ja uwielbiam te ruchy, kuksańce, fikołki... Będzie mi tego nieziemsko brakować... Ogarnia mnie mega strach jak to będzie jak Córcia pojawi się na świecie... Bywa, że mam tysiąc myśli na godzinę i nie potrafię ich ogarnąć... Mędziu też się stresuje. Jak już leżymy w łóżku to też ma tysiąc myśli i pytań. A jaka Ona będzie, jak będzie wyglądać, jak dojedziemy do szpitala, jak to będzie jak wrócimy do domu... itp itd :P Hihi Słodziak mój :* Cieszę się, że się przejmuje. Choć i tak nie mam żadnych wątpliwości, że będzie najlepsiejszym Tatą na świecie ;)
Jesień zbliża się wielkimi krokami. Coraz krótsze dni. O zgrozo już o godzinie 19 szaro, ciemno...  Mam nadzieję, że jesień będzie piękna. Że miło zaskoczy i rozpieści nas taka piękna polska złota jesień.
Ściskam ...

niedziela, 13 września 2015

Co u nas...

W sumie nic ciekawego się nie dzieje... Wózek już czeka w sklepie. Póki co nie odbieramy go, bo po co ma się walać po mieszkaniu. Na łóżeczko już czekamy prawie miesiąc, mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu już będzie, bo chciałabym kącik Córci szykować...
Wanienkę i parę ciuszków dostałam od Bratowej, a no i jeszcze fotelik samochodowy bierzemy od nich.
Wczoraj natchnęła nas piękna pogoda do jesiennych porządków w domku ;) Salon lśni jak nowy. Po ciężkiej pracy wybraliśmy się na obiadek na mieście i na długi spacer po Zamku naszym Królewskim i po Rynku :) Wróciliśmy wymordowani. Na deser zaserwowaliśmy sobie kremówki z Buczka. Małej chyba też smakowało bo rewolucja była na całego :D
Dziś za to spotkaliśmy się z położną :) Fajna kobitka, myślę że to dobry wybór. Pocieszała Męża by się nie stresował :D Potem załatwiliśmy zakupy i zahaczyliśmy o moich Rodziców. Ucieszyli się. Wypiliśmy herbatkę, a nawet dwie. No i do domku ugotować obiadek ;) Ale jeszcze jakoś nie możemy się do niego zebrać...

Oprócz tego mój Mąż jakiś czas temu mnie rozwalił. Serio kocham Go jeszcze bardziej :)
Idziemy sobie i już jesteśmy pod klatką. Mąż maszeruje przede mną, ja niesforna potknęłam się i pod nosem przeklęłam, ale bez stresu nic się nie stało. A ten cały blady odwraca się :
"Kochanie przecież bym Cie nie złapał. Kacha proszę uważaj nie jestem sama we własnym ciele"
Umarłam.
I tak oto tym akcentem żegnam się :) :*
Miłej i słonecznej niedzieli ;)

wtorek, 1 września 2015

Wrzesień

WOW już wrzesień... Do wielkiego dnia już bliżej niż dalej co mnie niezmiernie cieszy, ale również straszliwie przeraża!!!
Jesteśmy już po szkole rodzenia, która mszę przyznać dała mi bardzo, bardzo dużo. Dowiedziałam się wielu rzeczy, o których nie miałam zielonego pojęcia (np o połogu), poćwiczyliśmy kąpiel i przewijanie :P (zwłaszcza Mąż :* ), dowiedziałam się wiele o porodzie naturalnym i co może się stać bym wylądowała na cc. Poznałam pracowników szpitala, w którym chce rodzić i przekonałam się jeszcze bardziej do swojej decyzji :) I zakochałam się w anestezjologu :) Wspaniały człowiek... znieczulenie z nim to będzie pikuś ( o ile oczywiście Bozia da).  Mąż też skorzystał z zajęć i wykładów. Widziałam, że wiele rzeczy Go interesowało. I chwała mojemu Mężowi, że nie był jak większość przyszłych Tatusiów i nie siedział z komórką cały kurs lub przysypiał. Najmniej interesowała go laktacja, a resztę ładnie słuchał :) Zdaje sobie sprawę, że to głownie teoria i wszystko wyjdzie w praniu, ale czuję się pewniejsza troszeczkę...
Sypialnia już przemalowana. Jaraliśmy się z Mężem tym faktem jak dzieci, Bo straszliwie nam się podobna nowy design :) Szarości i turkus. Mniam :D


A ja przebieram już nóżkami i nie mogę się doczekać łóżeczka!!! Także syndrom wicia gniazda aktywowany w 100%. Nowe żaluzje kupione, firanki dziś odbieram z szycia. No szał :D Największy problem mam z ubrankami... Co, ile, jakie kupić... Ehhh
Czasu coraz mniej, a czuję że brakuje mi jeszcze tak wielu rzeczy... 
Weekendy spędzamy intensywnie... a tu grill, a tu jakaś imprezka :) Musimy się wyszaleć, bo pierwsze pół roku pewnie będziemy wycięci z życia towarzyskiego ;) Mam nadzieję, że chociaż ci lepsi znajomi będą nas odwiedzać :)
Ogólnie te upały, które są teraz już nie są przeze mnie najlepiej znoszone... niestety... Jestem mega zmęczona i mam problem z zasypianiem :( I choć niezmiernie kocham lato i ciepło - mam już serdecznie dość... Ale staram się być w miarę aktywna... Jakieś zakupy blisko domu, krótkie spacery z Sunią w dzień i dłuższy wieczorem, oczywiście gotuje obiadki Mężowi. Ale jest także czas na relax i leniuchowanie w  łóżeczku :D Mąż biedny wymordowany bo wszyscy teraz na urlopach lub "L4" i zapieprza za 3 osoby jak nie więcej :( Jak widzę Go wracającego z pracy to serce mi się kraja. Ale jeszcze tylko do końca tego tygodnia i wraca przynajmniej jedna osoba :)
No nic to póki co tyle. Zbieram się po firanki bo zaraz "taxi" z firmy Rodzice :P przyjeżdża :D
Buziaki :) :*


wtorek, 18 sierpnia 2015

Jedna z moich Miłości

Ponieważ za niedługo moje życie będzie się toczyć wokół innej, nowej, jeszcze mi nieznanej Miłości opiszę dziś moją obecną Miłość.
Miłość ta ma 4 łapy, jest czarna, włochata i bardzo całuśna ;)
Jak zapewne niektóre z Was pamiętają z poprzedniego bloga rok 2011 nie był dla mnie, mojej rodziny łatwym rokiem. Najpierw śmierć Babci, a potem nagła choroba naszego ówczesnego psiaka i niestety przymusowe uśpienie Suni... A że ja całe życie mam psa, nie potrafiłam żyć w pustce... Dość szybko zaczęłam szukać nowego Przyjaciela. Przyznam udało mi się dość szybko. W Święta Bożego Narodzenia - Hera była już ze mną :)





Zakochałam się w tym pysiu od pierwszego spojrzenia :) Początkowo mieszkała jeszcze ze mną i rodzicami i jej siostrą Heidi. Ale w czerwcu 2012 roku przeprowadziła się wraz ze mną do Naszego nowego lokum. Stworzyliśmy razem z Mężem i Herką małą rodzinkę :) Na początku nie było łatwo bo mały uparciuch nie chciał oduczyć się sikać w domu, a Mąż musiał nauczyć się żyć w mieszkaniu z psem. Czasem byłam bezsilna. Ale na szczęście wszystko poszło w dobrą stronę. Teraz ta Malutka kuleczka jest nieco większa :P Bardziej włochata :D


Ale wciąż jest moją Miłością. Nie pozwoliłabym nikomu jej skrzywdzić. To jest moje oczko w głowie. Kocham Ją do szaleństwa i wiem, że Ona mnie też. Czasem, aż do przesady łazi za mną krok w krok - nawet do ubikacji :P Jestem śledzona i obserwowana w każdej sekundzie mojego domowego życia :D Kocham spacery z Nią. Jest radosna. W zimie grzeje moje zmarznięte stopy, w lecie dogrzewa jeszcze bardziej :P Pociesza, rozbawia... jest moim Promykiem :) Uwielbiam Jej bystre,czarne ślepka... Jest mega całuśna... aż do przesady :D Zawsze wita Nas w progu drzwi i nie pozwala usiąść póki się z Nią nie przywitamy. Lubi podróżować autem i obserwować co się dzieje za jego szybami :) Uwielbiam też jej zapach ;) Wiem, że bez Niej Nasze życie byłoby puste i jakieś takie smutniejsze. Ona jest taką Naszą wartością dodaną :)
Z siostrą swoją zaś uwielbia szaleć i bawić się do upadłego. Czasem jak tak na nie patrze to widzę te dwa małe szczeniaki :) Choć są już sporymi klockami :P

Tak chciałam się z Wami podzielić moja Małą Miłością. Która mam nadzieję dobrze zareaguje na nowego mieszkańca, który już wkrótce pojawi się w Naszym świecie :) Ale wiem jedno... będę się starała z całych sił nie zaniedbać mojego Sierściucha :) Bo nie chcę by wraz z narodzinami Córki odeszła Ona w kąt jak niepotrzebna rzecz. Wiem, że złamało by Jej to serce... i moje też...
Żegnam Was z ogromną ulgą z powodu o wiele lepszej pogody i temperatury :)

czwartek, 13 sierpnia 2015

Fejsbukowe mamy

Temat najbliższej notki miał być zgoła inny i nawet miała nie powstać dziś. Ale po prostu wstąpiło we mnie istne natchnienie...
Z góry chcę zaznaczyć, że nie chcę w niej nikogo obrazić, ani szkalować czy coś w tym stylu. Wyrażam tylko swoją opinię, moje skromne zdanie, piszę o tym co mnie drażni i niepokoi.

Tak jak w tytule będzie o nazwanych przeze mnie "fejsbukowych mamach".
Przyznam szczerze, że niemiłosiernie irytują mnie dziewczyny, kobiety, przyszłe mamy i już mamy swoim afiszowaniem się na facebook'u. Począwszy od zdjęć USG - o zgrozo WHY?? Czemu ten proceder nie może być bardziej intymny, osobisty?? Po co trąbić o tym całemu internetowemu światu... Wybaczcie, ale nie jestem w stanie (choć nie raz próbowałam) tego zrozumieć...
Ja od początku wiedziałam, że te chwile będą Nasze ( moje i Męża) i z czasem Naszą radość przelejemy na Rodziców i najbliższych (rodzinę, znajomych). Kiedyś powiedziałam Mężowi, że gdyby przyszło mi do głowy wstawić zdjęcie USG na FB to żeby walnął moją głową parę razy w ścianę, co bym się opamiętała!!!
Jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ze ktoś napisze, że tego i tego dnia przyszło na świat to wyczekiwane Maleństwo i na tym koniec... Ale nie... teraz zaczyna się jazda :D
Pierwsza kupka, pierwszy uśmiech, pierwszy obrót, nocnik itp... No i zdjęcia, MASA zdjęć... A czy ktoś spytał tą Małą Bezbronną Istotkę czy ona chce być tak pokazywana z każdej niemalże strony i niemalże w każdej sytuacji?? Czy chce być tak obnażana przed całym światem??
Już nie wspomnę o pedofilach, którzy (choć im współczuję choroby) Bóg jeden wie co robią oglądając te zdjęcia...
Zastanawiam się czy nie warto byłoby te cudowne (jak się jeszcze domyślam), wyjątkowe i niepowtarzalne chwile zostawić tylko dla siebie? Dla paru bliższych osób? Podzielić się tym z osobami, które są na prawdę zainteresowane??
No i jeszcze pomyślmy o tych kobietach, które przeżywają katusze patrząc na te "cudne zdjęcia" wiedząc, że nie mogą zajść w ciążę. Bo niestety bombardowane są nimi niemalże z każdej strony... Pomimo prób, wielu lat starań i porażek, po co je dobijać?? Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że takie kobiety są wśród nas...
Nie wiem, może się mylę, może tylko mnie to tak uderza i denerwuje... Ale tak jest.
Ja wiem, że Dzieciątko to ogromna radość, zwłaszcza w tedy gdy jest długo wyczekiwane, ale serio, czy nie można jakoś tę radość przeżywać w alkowach swojego domu, w gronie najbliższych??

No i czy to Dzieciątko, gdy stanie się Dzieckiem, Młodzieżą - będzie zadowolone z profilu swojej Mamusi, na którym każdy znajomy będzie mógł obejrzeć Jego świecącą pupę??
Proszę nie krzyczcie na mnie. Takie jest moje zdanie i mam nadzieję, że nie zmieni się ono o 180 stopni po urodzeniu mojej Córci :) Trzymam za siebie kciuki ;)

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

O Małżeństwie mym słów kilka :)

Jestem Żoną swojego Męża już lekko ponad trzy lata, znamy się dłużej.
Poznaliśmy się w 2008 roku, w naszej w tedy wspólnej pracy :) Praca miła, przyjemna, typowo studencka - w sieci kin :) Przyszły Mąż ponoć się zakochał, trochę się zbierał... gdy się zebrał ja odrzuciłam zaloty (był ktoś inny). Ale Chłopak się nie poddawał, za jakiś czas znów spróbował. Próba zwieńczona sukcesem :D
I tak od grudnia 2008 zostaliśmy parą. Poznawaliśmy się, pokochaliśmy się i tak doszło do ślubu w czerwcu 2012 roku :) Muszę nieskromnie powiedzieć, że piękny był to dzień :P
Od tego dnia zamieszkaliśmy razem. Tak! jesteśmy jedna z niewielu par (które znam), która zamieszkała razem dopiero po ślubie. Wiadomo były nocowania u siebie, wspólne weekendy itp. Ale muszę powiedzieć, że dzięki temu jakoś bardziej odczułam zmianę mojego stanu cywilnego. Bardziej poczułam, że stałam się Żoną :D Doceniam za to Moją Mamę, która mówiła, że tak właśnie będzie... nie myliła się :) (Swoją drogą wiem, że chciała mnie też dla siebie jak najdłużej zatrzymać, ale to pomińmy :P )
Małżeństwo moje mogę nazwać zgodnym, choć nie idealnym... z resztą uważam, że nie ma takich... :)
Kochamy się szalenie, wspieramy, czasem posprzeczamy. Ale nie ma u nas cichych dni, latających talerzy... Przyznam, że w nerwach dwa razy wyszłam z domu by Go nie udusić :P
Mimo, iż ja jestem bardziej towarzyska, rozrywkowa i można powiedzieć, że czasem nawet zadziorna... to prowodyrem naszych sprzeczek zazwyczaj jest On :) Co wiele osób dziwi, ale cóż taka prawda :) Jest kochany, ale jak coś Go wkurzy to chodzi jak burza :P Ja zawsze staram się załagodzić to jakimś żarcikiem, bądź zagłaskać Go... no ale cóż nawet mi czasem już puszczą nerwy. Na szczęście zdarza się to bardzo, bardzo rzadko :D
(A natchnęło mnie na tą notkę bo jedni nasi znajomi mają ponoć kryzys już chyba trzeci miesiąc... I ja jakoś pojąć tego nie mogę... )
Jasne, że ja również mam wady (żeby nie było), które doprowadzają Męża do szału :P  Czasem jestem za leniwa (mogłabym coś więcej porobić), czasem zbytnio bagatelizuje pewne sprawy (ale to po to by być zdrowszą i nie przejmować się tak wszystkim). Ale suma summarum wydaje mi się, że jesteśmy dobrym i kochającym Małżeństwem. I mam ogromną nadzieję, że stworzymy Naszemu Maleństwo dobry, ciepły i kochający dom. Nie wyobrażam sobie innego Taty dla mojego Maleństwa. I choć wiem i widzę jak Mąż jest przerażony, jak się martwi i czasem denerwuje. To wiem, jestem przekonana, że będzie MEGA Tatą i będzie kochał swoją Córeczkę ponad wszystko. ;)
I od razu zastrzegam... nie mamy cukierkowego życia i nie rzygamy tęczą i  nie jest to jedna wielka bajka... Nie raz mam ochotę udusić tego mojego Mruka i Pesymistę, On myślę mnie nie raz też :) Mamy mnóstwo problemów, kłopotów i spraw, które chcielibyśmy rozwiązać, pozałatwiać... ale życie jest życiem. Mamy siebie, jesteśmy zdrowi i na prawdę się kochamy, co dla mnie jest najważniejsze ;)

Badanie USG wyszło dobrze. Maleństwo waży koło 1,4 kg i jest to już 30tc.
Lekarz co prawda mruk i niewiele się dowiedziałam, z czego nie jestem zbyt zadowolona bo moje inne badania USG były ZUPEŁNIE inne  ... no ale cóż bywa i tak. Ważne, że Córcia dobrze się rozwija i wciąż pozostaje Dziewczynką :D
Rodziców nie ma dopiero tydzień, a ja już szalenie za nimi tęsknie...
No i te upały.. ehhh może gdybym nie była w ciąży to bym się z nich bardziej cieszyła. Pewnie siedziałabym w pracy w klimatyzowanym biurze, obecnie z Hindusami przekazując im naszą bezcenną wiedzę. Poszłabym na basen albo nad wodę... A tak to muszę zadowolić się wiatrakiem :P

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wakacje

No tak... w tym roku nie mamy wakacji :(
Wczoraj moja rodzinka pojechała sobie na 2 tygodnie do mojej ukochanej Chorwacji. A mi się wyć i płakać chce... Kocham Chorwację, kocham ten klimat, ludzi, zapach ich powietrza, lawendy, ich morze, jedzenie ... no po prostu wszystko!!! Do Chorwacji jeździmy od 1994 albo 95 roku. Już dokładnie nie pamiętam. Nie dość, że całą noc martwiłam się o nich.. bo to jednak kawałek i to jeszcze nocą jechali, to moje serduszko było smutne... Mam nadzieję, że wyjazd im się uda. Że Mały się wyszaleje. Że odpoczną sobie... A mi się morze marzy... ciepłe morze, plaża i dobre jedzonko :)
I żeby nie było straszliwie się cieszę, że powód naszych "niewakacji" to ciąża. Ale mimo wszystko żal ogromny jest...  Bo Malutka po naszych przejściach wyskoczyła tak niespodziewanie. W życiu bym się nie spodziewała, że uda Nam się po tym wszystkim tak od razu :D

A co poza tym. Jak zwykle u mnie ciekawe są tylko weekendy :P W piątek do mojej koleżanki przyjechał jej hmmm chyba mogę powiedzieć, że chłopak z Chile. Spali u nas bo na jedną noc nie miała gdzie go ulokować. W sobotę, kupiliśmy w końcu farby do sypialni :D A później zabraliśmy Asię i Diego poza miasto i pojechaliśmy na obiadek. No, a po takich dwóch dniach niedziela to był odpoczynek dla moich pleców i nóg :P Choć nie obyło się bez dłuższego spaceru z Sunią i wypadu do Jyska po coś w czym się zakochałam i zamarzyłam by mieć w naszej nowej sypialni :D

Bo z naszych fioletów, które w sumie są dość ciemne przechodzimy do miłego szarego i turkusu :D Co prawda na białe meble jeszcze będę musiała poczekać, no ale cóż nie od razu Kraków zbudowano. Teraz tylko przebieram rączkami aż pomalujemy naszą sypialnie.
Łóżeczko dla Małej też już wybrane :D

Wózek praktycznie też... Ale jeszcze rozmyślam nad kolorem, choć napaliłam się niemiłosiernie na ten właśnie wózek :D

Już go wymacałam na wszystkie strony. To miłość od pierwszego wejrzenia. Myślę, że on mnie też pokochał bo leżał w moich rączkach idealnie :D
Nagrywam też sobie filmiki, w których główną rolę odgrywa mój skaczący i fikający brzuszek :P
W czwartek USG trzeciego trymestru, na które oczywiście cieszę się jak dziecko na loda :D

No dobra już nie przynudzam.
Ściskam, całuję i pozdrawiam :) :*

poniedziałek, 27 lipca 2015

Puzzle

Weekend był bardzo przyjemny i jak zwykle upłynął za szybko.
W piątek Mędziu pojechał do domku znów coś tam porobić z Maluchem, ja zaś postanowiłam zostać i spędzić czas z moją Mamitą :) Przyszła pod wieczór, poszłyśmy na krótki spacer z moją sunią, a potem siadłyśmy na balkonie. Ona sączyła winko, ja bezalkoholowe piffko. Gadałyśmy, wspominałyśmy... Około 23 "poszłyśmy" spać, ale na tym się nie skończyło :P Gawędziłyśmy jeszcze do bagatela drugiej w nocy :D Tak to jest jak dwie baby się spotkają :D Z resztą Malutka też brała czynnie udział w Naszych rozmowach rozdając kopniaki na prawo i lewo :D
Pospałyśmy troszkę, śniadanko wszamałyśmy koło 10, potem przyjechał po nas Tatuś, małe zakupy i obiadek u Rodziców ;) Zostałam odstawiona na do domku - ogarnęłam mieszkanie ;) oj trzeba było :)
Potem znów Taxi z sieci "Tatuś" podjechała i wybraliśmy się z Rodzicami na Kazimierz... Zaliczyliśmy zapiekanki z okrąglaka, a potem piciu w Tajemniczym :)
Matko! Jak ja kocham spędzać z Nimi czas. To są najwspanialsi ludzie na świecie :) Zawsze żyłam z Nimi dobrze, kochamy się szalenie i dalibyśmy się zabić za siebie nawzajem :) Nie zamieniłabym swoich rodziców na żadnych innych, oj nie!!!
Mędziu wrócił jeszcze w sobotę wieczorem... spacerek z Sunią no i niby spać... Ale ja się przysiadłam do puzzli... I tak przebudziłam Biedaka po pierwszej okrzykiem "Ło matko już po pierwszej!" ale szybko zasnął :P Nawet tego za bardzo nie pamiętał ;)
Niedziela natomiast leniwa... Zaczęłam od układania puzzli, Mędziu troszkę pomógł i ... tadam puzzle ułożone... A nie było łatwo, oj nie!!!!



Potem do kościoła.
Zrobiliśmy leczo na obiadek i odpoczywaliśmy.
Jak dobrze, że te straszliwe upały zelżały... bo już zaczynałam je dość mocno odczuwać...
Wózek już mamy praktycznie wybrany, łóżeczko też. Wczoraj też na allegro kupiłam dwie rzeczy dla Małej, a oprócz tego licytuje jeszcze dwie :)
Poza tym spokój... Niestety mało kto mnie odwiedza i brak ludzi mi troszkę doskwiera, ale staram się nie narzekać...
Ściskam Was mocno ;)

wtorek, 21 lipca 2015

Burza

Odkąd pamiętam uwielbiałam burze. I tylko czekałam na pierwszą wiosenną, by móc stać przy oknie i wpatrywać się w to niesamowite zjawisko...
I choć wiem, że ta ostatnia narobiła wiele szkód, skrzywdziła wiele rodzin... dla mnie była zbawieniem w tych upalnych dniach... W niedzielę moje stopy wyglądały jak dwa serdelki, a Maleńka fikała jak szalona. Mój brzuch falował niemalże cały dzień - Bidulka - jak jej musiało być gorąco :(
Ale wieczorem, gdy wróciliśmy do domku po weekendzie lenistwa u Cioci na niebie znów ujrzałam moje ukochane błyskawice.
I miałam ciarki, gdy tak leżałam w łóżku obok mojego Ukochanego Mężczyzny, z fikającą Córcią w brzuszku, wpatrzona w ciemne niebo spowite piorunami... a deszcz tak cudownie szumiał za oknem... I tak chciałam zatrzymać tę chwilę w pamięci... Koniecznie chciałam zasnąć przed końcem burzy, by już nie móc usłyszeć tej ciszy... I choć kocham lato, ciepło, to takie przejściowe zawirowania też są mi bliskie :)
"A po burzy zawsze wychodzi słońce" - takie to prawdziwe.
Ściskam Was :)

sobota, 11 lipca 2015

Trochę wietrznie :P

Witam! Piszę sobie ze spokojnej wsi :) Jako, że Mędziu siedzi i grzebie przy maluchu ja sobie zabrałam tutaj komputer i piszę. (podejrzewam, że Mędzia tylko na posiłkach będę miała na dłuższe chwile :P )
Jest mi dobrze i błogo. Mała chyba śpi bo wydaję się, że całą noc szalała :P
Pojadłam już czereśni, borówek i poziomek :D Wydrylowałam też z Teściową wiśnie na dżemy i inne przetwory :) (jakoś trzeba na nie zarobić, nie?? )
Szkoda tylko, że chce łeb urwać jak się wychodzi na zewnątrz... No dramat jakiś... a słonko takie przyjemne :) A ja mam od jakiegoś czasu notoryczny katar i nie chcę się tak na ten wicher wystawiać.
Z dobrych nowin to mogę się pochwalić, że jestem po "wspaniałej i pysznej" krzywej cukrzycowej i ku mej radości nie mam cukrzycy ciążowej :D Szał i szaleństwo :D
Mimo, że wakacji w tym roku jako takich mieć nie będziemy (nad czym ubolewam, a serce mi krwawi) to staramy się z weekendów wyciągać ile się da :D A co!!!! Za tydzień też wyjeżdżamy ;) Tym razem do mojej cioci (siostry Mamuni). W sierpniu dwa weekendy mamy zarezerwowane na szkołę rodzenia :D
Przyznam, że korzystam ile wlezie z tych "ostatnich dni wolności", bo potem to już nie będzie takiego błogiego stanu :P
A co tam u Was? Jak mija Wam czas? :)

poniedziałek, 6 lipca 2015

Gorące dni

Dni lecą sobie powoli... Dzień za dniem.
W sumie nic ciekawego się nie dzieje. Brzuszek rośnie, ja czuję się bardzo dobrze, Malutka szaleje w brzuszku jak jakaś tancerka :P
W ten weekend byliśmy z wizytą u Teściów wraz z moimi rodzicami. Co prawda początkowe plany były inne (przepraszam Paulinko :( i jeszcze raz wszystkiego najlepszego :* ) , ale Teściowa organizowała imprezę rocznicową dla Nas, więc nie mogliśmy odmówić... Był grill, goście, wycieczka do Jura Parku, błogie lenistwo, mnóstwo czereśni i poziomek. Było mi wspaniale... czas spędzony z Rodzicami i Kochanym Mędziem :)
Psiurki się wybiegały, a potem zdychały biedne w cieniu :D Teraz mam w domu zwłoki :P a nie Sunie :) Lubię tak spędzać czas... czas z tymi, których się kocha ponad wszystko :D Teraz jestem naładowana pozytywną energią, jestem szczęśliwa... tak bardzo szczęśliwa...
I pomimo moich lęków, obaw i strachu, wiem, wierzę, że wszystko będzie dobrze i odnajdę się w nowej sytuacji, która już niedługo na mnie/ na nas czeka.
Jak zawsze ściskam Was cieplutko w te jakże gorrrące dni :)



wtorek, 30 czerwca 2015

Dziękuję

Myślę, że nic nie odda lepiej moich uczuć do Ciebie, jak piosenka/wiersz, do którego tańczyliśmy równe 3 lata temu <3

"Dziękuję za Miłość,
za Twoje kochanie,
za wszystko co było
i co nas zastanie.

Dziękuję za Ciebie,
że chciałaś się zjawić,
w szukaniu tak trzeba,
na los się obrazić.
 
Dziękuję za Miłość,
za szansę Kochanie,
gdyby Cię nie było,
nie byłoby wcale.

Dziękuję za Miłość,
z daleka i blisko,
gdyby Cię nie było,
zniknęło by wszystko.
 
Dziękuję za Miłość,
gdy obok ją czuję,
gdy jest tyle warta,
choć tak ją traktuję.

Przepływa przez palce
lub chowa się w bramie,
czasami nie widzę,
gdy przy mnie przystanie.

Dziękuję za Miłość,
za szansę Kochanie,
gdyby Cię nie było,
nie byłoby wcale.

Dziękuje za Miłość,
z daleka i blisko,
gdyby Cię nie było,
zniknęło by wszystko."


poniedziałek, 29 czerwca 2015

Dziwne obawy

Nie wiem czy to jest normalne czy nie, czy każda przyszła mama ma takie obawy...
Może jest to egoistyczne, może nienormalne... sama nie wiem...
Oczywiście bardzo, bardzo się cieszę, że jestem w ciąży, że będę miała Córeczkę...
Ale od kilku dni chodzi za mną taki lęk - sama nie wiem jak to nazwać- taki strach przed tym co będzie... Jak zmieni się moje, Nasze życie... Już nie będzie takich leniwych dni i wieczorów, nie będzie spontanicznych wyjść, wyjazdów i spacerów, no i pewnie spokojnie przespanych nocy. Już nic nie będzie takie samo. I podejrzewam, że i My się zmienimy... Może dorośniemy, może zgłupiejemy... To takie przerażające... Wielokrotnie myślałam o tym już na etapie planowania ciąży, ale w tedy odkładałam tę myśl "bo przecież jeszcze Nas to nie dotyczy"... no ale teraz dotyczy!
Oprócz tego oczywiście standardowe myśli typu czy dam radę, czy będę dobrą mamą, czy Mendziu da radę, czy nie będą Mu puszczać nerwy... Jak się odnajdziemy w tej nowej sytuacji?

Z rzeczy bardziej przyziemnych w sobotę byliśmy na dniu otwartym w Szpitalu, w którym chcę rodzić. A w niedzielę wybraliśmy się do Lanckorony na Zlot samochodów zabytkowych. Mendziu fascynuje się takimi rzeczami więc jak tylko znajdzie info o takich iwentach - my tam jesteśmy :P
Oto parę fotek ;)






Zaczynamy już 23 tc. Jest dobrze póki co :)

Ściskam i pozdrawiam :)

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Po sympozjum

Ten weekend a dokładnie sobota była dość intensywna.
Rano wybraliśmy się na sympozjum "Bezpieczny poród" , które organizował szpital, w którym chcę rodzić ;) Dowiedzieliśmy się paru rzeczy, w niektórych kwestiach się uspokoiłam, inne mnie przeraziły ;) Mąż chyba przekonał się do porodu rodzinnego. Do tej pory delikatnie się bronił, ale teraz mnie zaskoczył i wczoraj powiedział, że chce być ze mną :) Strasznie mnie to uradowało :D
Po sympozjum wróciliśmy do domku, mała przekąska, spacerek z pieskiem i na piknik rodzinny organizowany przez moją Firmę. Niestety rozlało się :/ zmokliśmy jak kury, więc skończyło się tylko na zjedzeniu czegoś, posiedzeniu chwileczkę, zahaczeniu po popcorn i watę cukrową :D I jak to pech chciał jak odjeżdżaliśmy zaczęło się przejaśniać. Ale my już musieliśmy zaraz być w innym miejscu.
Wróciliśmy do domku wysuszyliśmy, przebraliśmy się w coś bardziej eleganckiego i powędrowaliśmy na imprezkę urodzinową mojego Kochanego Chrześniaka... Rany... Bąbel ma już 3 lata... Nie do wiary jak to leci :D
Imprezka się udała, prezenty wybitnie przypadły Małemu do gustu :) Ileż musieliśmy Go błagać by przyszedł zdmuchnąć świeczki (mimo iż cały dzień gadał o torcie i świeczkach), ale jakimś cudem udało się. Zdmuchnął je 3 razy i pobiegł do zabawek :P
Niedziela to msza, zakupy bo jak się okazało lodówka zaświeciła nam pustkami :P Zrobiliśmy obiad, nad którym tak się rozpływałam... Wyszło nam arcydzieło smakowe, a niby nic takiego :D
Potem chwyciła nas drzemka ;) Od wczoraj mamy dwa psiaki bo rodzice wypuścili się na Cypr i podrzucili nam swoje Dziecko :P
No i tak mija nam czas.
A teraz siedzę sobie w domku, psiaki opalają się na balkonie... No nic idę wyczyścić łazienkę bo coś ostatnio ją troszeczkę zaniedbałam :P
Ściskam Was mocno :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Weekend

Weekend upłynął bardzo miło, ciepło i owocowo ;) Choć bez stresów się nie obyło...
Wybraliśmy się do teściów - od nas to jest jakieś 170 km - ale żeby było śmieszniej i bardziej stresująco Mąż jechał maluszkiem, a ja naszym autem.
Nie powiem troszkę się bałam jechać sama w taką trasę w ciąży. Ale jechałam dzielnie za Mężem, nie więcej niż 80 km/h (bo Pierdzikółko i tak więcej nie dało rady :P ) I na szczęście dojechaliśmy cali i zdrowi.
Psina się wybiegała i mega ukurzyła :P  Ja najadłam się poziomek, truskawek i czereśni jak natura dała :D Złapałam też troszkę słońca. Mężu zaś wymienił olej w naszej bryce i obejrzał maluszka z każdej strony. Zostawiliśmy go jego bratu by coś tam w nim popukał, poprawił co trza, byśmy mogli bezpiecznie nim jeździć.
Porobiliśmy też parę zdjęć na pamiątkę połowy ciąży :P

Nie wiem czemu buciki nie chcą się obrócić... Mimo iż oryginalnie w kompie mam tak jak trzeba :(

Wróciliśmy już razem jedną furą :) Zaraz po wejściu do mieszkanka Psina poszła pod prysznic... Woda była czarniutka, a Sunia "przeszczęśliwa" :P Ale teraz jest za to taka mięciutka i fajna w dotyku.
Mężu planuje zrobić wino truskawkowe... Ojjj pychota :D Mamy już wszystkie sprzęty tylko drożdży nam brak... Ale przebieram nóżkami jak będę mogła już je chociaż delikatnie języczkiem skosztować :D
Mała fika jak szalona, a ja kocham ją coraz mocniej :)
Dziś nad ranem zagościła u nas burza. Ohhh jak ja uwielbiam burze, ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że powietrze jest lżejsze i przyjemniejsze...

No nic, zbieram się do mojej gin. Dziś wizyta kontrolna.
Ściskam :)

czwartek, 11 czerwca 2015

Czerwiec nas rozpieszca

Ohhh jaki piękny ten czerwiec, zwłaszcza po tym humorzastym maju :)
Balkon nam pięknieje... Kupiłam w Jysku lampioniki takie oto: (Biały i Różowy - pasują do skrzynek ;) )
Przybyły Nam truskawki i poziomki ;) (mniam, mniam :D )
Ostatnie wesele było najlepsze. Wyszaleliśmy, wybawiliśmy... W domku byliśmy po czwartej :) Humorek mi dopisywał, towarzystwo było zacne :) Zdjęć napstrykaliśmy sporo...
Maleństwo rusza się jak szalone... Ale na weselu wyjątkowo grzecznie się zachowywało :D Choć koleżanka chciała koniecznie poczuć ruchy... a tu psikus... nie i koniec :P
Póki co jeśli chodzi o wyprawkę to kupiłam dwa ciuszki... Jakoś jeszcze nie mogę się oswoić z tym, że będę miała dziecko ;) Brzuszek zaczął mi nagle rosnąć... szok...
Szpital wybrałam już po tym jak leżałam z poprzednią "ciążą" :( Mamy zamiar jeszcze pójść tam na dzień otwarty i zapisać się do szkoły rodzenia. Nie zaszkodzi, a może mi pomóc :)
Z Mamusią mam w planach popatrzeć za jakimiś wózkami... Niestety mój wymarzony wózek kosztuje majątek, więc muszę się jakoś przestawić :P
Takie cudo kosztuje 4 tys i więcej :( A szkoda :(
W sumie notka miała być o czym innym, ale wyszło jak wyszło :)
Ściskam i całuję :) w ten ciepły czerwcowy dzień :)

piątek, 5 czerwca 2015

Końcówka urlopu

Niestety urlop Męża dobiega końca :( a szkoda, bo cudownie było Go mieć przy sobie dzień i noc...
Zeszły tydzień spędziliśmy u Teściów, ale pogoda nie dopisała, więc szybko się zmyliśmy. Zarejestrowaliśmy Malucha i troszkę odpoczęliśmy. W sobotę wesele. Pobawiliśmy się troszkę. W domku byliśmy po trzeciej ;)
W poniedziałek odczulanie Męża, we wtorek badanie USG połówkowe, chwilkę posiedziałam z Małym i pojechaliśmy do mojej cioci na relax. Troszkę odpoczęliśmy, pozwiedzaliśmy i dziś do domku. Pogoda nam dopisała, więc wypad udał się w 100 % :D
Jestem zadowolona.
Ohhh tak cudownie jest być znów w domu :) Jednak wszędzie dobrze, ale w domku najlepiej (zwłaszcza jak się jest w ciąży ;) )
A jeśli chodzi o Maleństwo to znamy już płeć na 100% i potwierdziła się ta z pierwszej wizyty... ulżyło nam bo już przywykliśmy do poprzedniego werdyktu :) No i imię już wybrane. Tzn Mąż wybrał, ja miałam wybrane dla płci przeciwnej ;) Ale zaakceptowałam Jego wybór i już się z nim oswoiłam. A ponieważ Maleństwo pięknie rozkraczyło nóżki mamy pewność, że płeć się nie zmieni :D
W ogóle badanie było przeurocze ;) Maleństwo siedziało po turecku, chowało rączki za główkę, ziewało, a na koniec założyło nóżki nad głowę :) Akrobacje pierwsza klasa :P Ale mięśnie ćwiczy namiętnie, bo wciąż czuje ruchy :) A stopa ma rozmiar 27 mm :P taki Olbrzym nam rośnie ;)
Jutro kolejne wesele, ale nie wiem czy wytrzymam tak długo jak ostatnio... Zwłaszcza, że to ja wracam po weselach autem, bo jestem TA niepijąca ;)
Ogólnie wszystko jest cudownie, powoli zaczniemy szykować wyprawkę. No i jeszcze czeka nas przemalowanie pokoju, chcę by był troszkę jaśniejszy... Kolory mam już mniej więcej ułożone, ale uzgodnię to jeszcze z pewną Panią - Paulinko szykuj się na moje pytania :D

Pozdrawiam Was i ściskam ;)

piątek, 22 maja 2015

Balkon

Jakiś czas temu pisałam o Naszym niecnym planie jak upiększyć nasz jakże nudny i bezpłciowy balkon. Moja główka popracowała, a potem sprawne ręce mojego cud Męża a'la Złota Rączka :) Potem tylko trochę wysiłku jeśli chodzi o powieszenie i TADAM!!!!

Oto upiększenie naszego balkonu. Oczywiście wciąż dokupujemy i kolekcjonujemy kwiatki. Jeszcze dodatkowo będą na pewno jakieś zwisać z sufitu (docelowo raczej dwa). Po drugiej stronie stoi stolik i dwa krzesełka :) mniej więcej w kolorze tych listew za skrzynkami ;)

Z nowości... nie wiem czy kiedyś wspominałam, ale mój Mąż ma hopla na punkcie aut :) Lubi przy nich grzebać, sam dużo naprawia itp itd. Od kilku lat chorował na jakiś samochód z czasów PRLu albo troszeczkę młodszego... Ale jakoś wciąż było właśnie jakieś ALE... No i ostatnio znów Mu się przypomniało... siedział w internecie, siedział i wysiedział... Ehhh kupił sobie 28 letniego Maluszka :) Małe,białe "pierdzikółko" jak ja to coś nazywam :P Śmieszne autko. Jak go zobaczyłam krzyknęłam w głos - matko jak myśmy tym jeździli w czwórkę nad nasz Bałtyk... Przecież tam nie ma miejsca :D
Ale od kilku dni mój Mężu ma taki dobry humor, że aż Go rozsadza :) Także warto było... A moja Teściowa podsumowała : "Myślę, że tak : maluch to dobra kołyska do usypiania Maluszków, wsadzi Szkraba, pojeździ po osiedlu i będzie spać" :D No coś w tym jest - sami kiedyś w końcu też mieli malucha :P

Póki co to tyle :) Za tydzień wesele, potem badanie połówkowe :) Także troszkę się będzie działo :)
Ściskam i pozdrawiam w ten niestety pochmurny dzień :)

środa, 13 maja 2015

Spokojniejsza

Już po wizycie u mojej Pani Gin. Uspokoiła mnie i jest dobrze. Serduszko Maleństwa bije, jest mega ruchliwe i muszę przyznać, ze czasem czuje takie śmieszne coś od wewnątrz :P Czuje te ruchy i jest to bardzo przyjemne :) Teraz przebieram nóżkami do połówkowego, które mam 2 czerwca :)
Ogólnie większość dolegliwości przeszło, został tylko kwaśny posmak w przełyku... ale da się przeżyć.

Wieczór panieński zaliczony. Bałam się, że szybko padnę bo w sobotę obudziłam się już o 5:30. Ale o dziwo wytrzymałam prawie do drugiej.
Było dużo wspominek, zabaw, śmiechu. Oczywiście dziewczyny zadbały i o mnie i także miałam swój własny "alkohol" piccolo :D A i tak byłam jedyną trzeźwą :P Uśmiałam się z nich w duchu jak nic... Ale bawiły się wybornie, ja z resztą też. Nawet pogoda nam dopisała :)
Mężulek dzielnie czuwał i czekał na mój telefon i przyjechał po mnie :) Kochany mój <3
Teraz weselicho 30 maja i następne 6 czerwca i póki co koniec szaleństw.
Muszę przyznać, ze humor mi dopisuje :) Zaczynam cieszyć się moim stanem :D Brzuszek leciutko się już zaokrągla :) No i ogólnie jest OKEJ :)

środa, 6 maja 2015

Wszystkiego Najepszego

Pogoda w moje urodziny jest dokładnie taka jak moje samopoczucie.
Ale nie mam zamiaru się łamać czy coś... O nie!
Z okazji urodzin, życzę sobie aby w październiku przytulić Malutkie Ciałko - zdrowe i silne...
Życzę sobie by codziennie budzić się koło tego wspaniałego Mężczyzny, który kocha mnie całym sobą. By nie zabrakło mi NIGDY powodów do uśmiechu... By moje życie toczyło się tak dobrze jak do tej pory, by w zdrowiu i miłości dotrwać nawet tych przysłowiowych stu lat :)
By nie zabrakło mi chęci do podróży i możliwości by je realizować...

A prezent od Mężunia będzie jutro... Oj nie mogę się doczekać :D
P.S. Nie ma to jak samej sobie składać życzenia... Ale tak to jest gdy dostaje się ich dosłownie garstkę :(

wtorek, 5 maja 2015

=/

Pani Endokrynolog wcale mnie nie uspokoiła. Wręcz przeciwnie...
We wtorek mam wizytę u mojej Gin...
Jest mi smutno i niepokoje się :(

piątek, 1 maja 2015

MAJ

Maj to mój ukochany miesiąc. Cieszę się, że w końcu przyszedł... Mimo iż pierwszy dzień nie jest zbyt cudowny to i tak cieszę się, że maj już zawitał :)
Mam nadzieję, że będzie to miły i pełen niespodzianek miesiąc...Zwłaszcza, że niedługo moje urodziny :P
Mam małe zmartwienie, nie wiem czy te z Was, które były w ciąży miały problem z hormonem TSH. Niby dla osoby dorosłej poziom jet okej, ale dla kobiety w ciąży jest za wysoki. Martwię się trochę o to :( Zażywałam leki przez miesiąc, ale hormon nie spadł, a nawet się podniósł... Wiem, że w drugim trymestrze trochę może się podnieść, ale tak czy siak jest za wysoki... Mam nadzieję, że to nie wpłynie na Maleństwo :( Mam wizytę już zaklepaną u endokrynologa i mam nadzieję, że jakoś mnie uspokoi :(
Z jednej strony tęsknie za pracą, z drugiej fajnie sobie od tego wszystkiego odpocząć... Tylko przeraża mnie fakt, że wrócę nie wiadomo gdzie i nie wiadomo do kogo... Bo nie wiem czy wspominałam, ale nasz zespół przenoszą do Indii, cóż są dużo tańsi :( A nasz porozrzucają po innych zespołach... Ale może lepiej o tym nie myśleć, mam jeszcze półtorej roku...do powrotu do pracy.
Czeka nas również mały "remont" sypialni. W sensie myślę o przemalowaniu pokoju na jakieś jaśniejsze, przyjaźniejsze dziecku kolory... Mąż pod koniec maja bierze urlop to może w tedy coś pokombinujemy...

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

:D

Dzisiejszy dzień i pogoda sprawiły, że jestem szczęśliwa.
Ot, tak po prostu :D

Z tej radości upichciłam kompot truskawkowy :D

Słonecznego Poniedziałku Wszystkim ;)

czwartek, 23 kwietnia 2015

Wiosna ahhh to Ty ;)

Dobrze, że wiosna już za oknem... bo póki co u mnie jeszcze nie zagościła. Wiem, wiem, że się powtarzam, ale czekam - z niecierpliwością - na dzień kiedy zacznę czuć się normalnie, dobrze. Jestem już do potęgi entej wykończona tym złym samopoczuciem... Już dwa miesiące to się ciągnie... Chcę się już obudzić z tego małego ciążowego koszmaru... Móc cieszyć się Maleństwem, wiosną za oknem i wolnym od pracy... Mam nadzieję, ze to już kwestia dni...
Szykujemy z Mężem małe rewolucje na balkonie... Już się nie mogę doczekać finalnego efektu :D Bo coś czuję, że będzie nieziemski :D
Byliśmy z Mężem ostatnio na badaniach bo coś Mu dolega. Okazało się, że Bidul jest uczulony na kurz i to tak dość mocno... Dobrze, że ostatnio kupiliśmy odkurzacz wodny i kurz zbiera się w zbiorniku, a nie wędruje z powrotem do pokoju ;)
Poza tym przed Nami dwa wesela ;) a mnie czeka jeden panieński ;) bo na drugi raczej się nie wybiorę.
Ostatnio też wpadłam do pracy w odwiedziny. Ohhh jak dziwnie było być w biurze po takim czasie. Sentyment mi się włączył i taka mała tęsknota... Ale z drugiej strony, nie dałabym rady pracować, skupić się z takim samopoczuciem (nad czym ubolewam - bo myślałam, że popracuje spokojnie do trzeciego miesiąca :(  )
No nic... koniec z marudzeniem.
Pozdrawiam i ściskam słonecznie ;)

sobota, 11 kwietnia 2015

Po badaniu

Ale jestem szczęśliwa :) Badania wyszły wspaniale :) Ryzyko chorób genetycznych jest bardzo bardzo niskie ;) Maleństwo rozwija się idealnie. Ma wszystkie kostki, które na tym etapie powinny być, główka ma prawidłowe rozmiary, serduszko pompuje krew poprawnie :) Rączki i nóżki rozwijają się tak jak ma być .... No i znamy płeć na 90% :D Nie spodziewałam się, że na tym etapie można już poznać, ale jak się okazało da się :D
W każdym razie ulga niesamowita, że wszystko jest tak jak powinno :) Radość tak mnie rozpierała, że całe popołudnie chodziłam z bananem na ustach :)
Niestety dolegliwości do tej pory mi nie przeszły i męczą dalej jak szalone :/ Ale już tuż tuż drugi trymestr więc mam nadzieję, że wnet miną moje koszmary ;)
Pogoda się robi coraz lepsza, cieplejsza, słoneczna :D oj już nie mogę się doczekać długich spacerów, wypraw rowerowych :)
Kocham wiosnę i witam ją z otwartymi łapkami ;)

piątek, 3 kwietnia 2015

Już Kwiecień

Mimo, że prawie cały cas siedzę w domu to czas leci jak szalony... Już kwiecień, który póki co wygląda jak kwiecień z przysłowia :) A szkoda, bo marzą mi się spacery... Już mam dość siedzenia w domu :( Nawet pogoda nie pozwala mi odwiedzić dziewczyn w pracy, bo niestety mnie nikt jakoś odwiedzać nie chce :( Trochę mi smutno bo w towarzystwie od razu mi lepiej i nie myślę o dolegliwościach... Dolegliwościach, które póki co nie chcą przechodzić, i już serio szlag mnie trafia... Wrrr grrr
Nie wiem czy pisałam, ale jeden z Naszych (kiedyś) bliskich kolegów bierze ślub. I niestety wybrali sobie datę z dupy trochę :/ Bo Niedzielę Wielkanocną... Także Świąt z Mężem w tym roku nie mamy za bardzo... Tyle tylko, że zjemy śniadanko z moja rodzinką, potem ślub, wesele, a w poniedziałek poprawiny, na chwilkę do Teściów i powrót do domku bo Luby w środę już do pracy gna... Ehhh :(

9 kwietnia idę na badanie, które zaleciła mi moja Pani Gin : "11+0 - 13+6 tygodni określenie ryzyka aberracji chromosomowych z wczesną oceną anatomii i wczesną oceną serca płodu" Troszkę się stresuje co to badanie pokarze, mam nadzieje, że wszystko będzie OK!!! Musi!! 
Dziewczyny czy miałyście przeczucie co Wam się urodzi??

Życzę Wam Wesołych i Spokojnych Świąt :) Odpocznijcie :)

wtorek, 24 marca 2015

Pytanko

Ciąża wciąż doskwiera. Wszystkie nieprzyjemności nadal mi dokuczają i nie chcą mnie opuścić, co doprowadza mnie już do szału i wyczerpania organizmu :(
Dobrze, że chociaż pogoda zaczyna się robić coraz bardziej wiosenna, cieplejsza...
Jestem już pod koniec 9 tygodnia. Oprócz powiększonych piersi nic po nie nie widać. Na szczęście jeszcze nie zdążyłam przytyć :) Co po prawie półrocznej diecie bardzo mnie cieszy... Staram się jeść rozsądnie choć czasem mogłabym sprzątnąć z kuchni wszystko co wpadłoby mi w ręce.

Ale chciałam Was (mamy lub przyszłe mamy już w trakcie ciąży) zapytać o pewną sprawę. Czy smarowałyście czymś ciało aby zapobiec rozstępom?? Jeśli tak - to co mogłybyście polecić?? Wiem, że mam małe skłonności do rozstępów i chciałabym je ograniczyć do minimum... I czy macie jeszcze jakieś rady jak dbać o siebie i cało w tym magicznym czasie :)

Z góry bardzo dziękuje :)

czwartek, 12 marca 2015

Ahh ta ciąża

Cóż nic nie jest lepiej. Jestem wymęczona, bez sił, bez ochoty na cokolwiek :(
Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie ten stan... Że będzie cudnie, radość, sielanka... A tu zero ładu i składu. Mam pić 2l wody a wypijam zaledwie dwa kubki, nic, ale to nic mi nie smakuje.
Odkąd jestem w ciąży mam durne sny, co noc i to kilka... Budzę się zmęczona i ciężko mi po tym zasnąć..
Dziś śniło mi się, że mój Tatuś umarł :(
No i sikam w nocy po kilka razy.
W sobotę mamy wizytę u gin. Zobaczymy co tam się rozwinęło...
Ogólnie rzecz ujmując czekam na dzień, kiedy ten ciężki stan minie i będę mogła swobodnie cieszyć się z przyszłego macierzyństwa i Maleństwa, które rośnie w moim brzuszku... Bo póki co nie idzie mi najlepiej :(

czwartek, 5 marca 2015

Nowy etap w życiu...

Póki co tak zwany Błogosławiony stan, nie jest dla mnie takowym... Przyznam, ze trochę się męczę. Cały czas jest mi niedobrze (dosłownie - od rana do nocy), szarpie mnie, ale wisząc już nad kiblem nic się nie dzieje. Mam cały czas w gardle/przełyku gorzko-metaliczny posmak. Przełykanie śliny nie jest zbyt smaczne. Jedzenie ogólnie mnie nie cieszy :/ I choć to ogromna radość, że ciąża w porównaniu z poprzednią jest wewnątrz maciczna i serduszko już bije...to jestem zbyt zmęczona by się móc tym cieszyć :( Sikam dość często. Siedzę na L4, sama w domku i wyję z nudów. Wyjść się nie da bo po pierwsze grypa szaleje, a po drugie nie jest zbyt ciepło. Spać chodzę o 21 śpię do 9.
Ciąża była dla Nas ogromnym zaskoczeniem. Te dwie kreseczki były szokiem, że to już ... Że pierwsze próby a tu suprajs... Póki co jeszcze chyba to tal do koca do nas nie dociera, jeszcze jest to dość abstrakcyjne...
Jest we mnie sporo lęku... Lęku, którego nie potrafię nawet opisać i zrozumieć...

piątek, 27 lutego 2015

Relacja z koncertu

Matko. To było coś niesamowitego, staliśmy prawie cały koncert z Mężem z otwartymi gębulami! Ale od początku.
Prace oboje skończyliśmy wcześniej. Pod halą byliśmy koło 15. Czekaliśmy ponad 3 h na wejście. Ale opłaciło się bo miejsca mieliśmy zacne. To nic, że trochę popadało, że nie czułam palców u stóp bo tak mi zmarzły nogi, że mieliśmy serdecznie dość i chcieliśmy rzucić to wszystko w cholerę. W końcu się udało! Na hali na nasze szczęście było cieplusio. Oczywiście nie były to koncert super gwiazdy gdyby nie było obsuwy.. tylko pół godziny z haczkiem. No i jest support. Charli XCX. Muszę przyznać dała czadu. No i już po 5 piosenkach podjarana, że już zobacze Katy, zostałam ostudzona przez Męża - "ależ Kochanie muszą zmienić dekoracje" "a to nie mogą mieć wspólnych :/ " "hahaha mój Głuptasek" tiaaaa na szczęście uwinęli się w 15-20 min
No i zaczęło się. Magiczne przedstawienie. Zdjęcia, filmiki - sama nie wiedziałam co robić. Co rusz jeszcze bardziej zachwycona, jeszcze bardziej zaczarowana tym Show! Serce waliło w rytm muzyki, adrenalina była na poziomie maksymalnym. Śpiewałam, a może nawet darłam się. Trudno ocenić w tym chaosie :) Cudownie było przeżyć coś takiego. Katy pięknie śpiewała i zachwycała swoich fanów.  I nagle gdy koncert się skończył poczułam jak bolą mnie plecy, nogi, głowa i całe ciało! Że ledwo słyszę co się do mnie mówi. I równie nagle poczułam smutek , żal, że to się już skończyło. Tak szybko minęły te 3,5 godziny. Kiedy? Jak? Gdzie?
Środę zrobiliśmy sobie wolną. Trza było odespać, a nawet odchorować koncert. I dobrze zrobiliśmy bo nie bylibyśmy się nawet zwlec z łóżka do pracy ;)
Nie żałuję koncertu i tych wydanych pieniędzy. Warto było przeżyć coś takiego. Oj warto. Jestem szczęśliwa...i Mężu też.
A w Naszym życiu szykuje się rewolucja...

poniedziałek, 23 lutego 2015

Koncert

No i to już jutro - koncert Katy Perry. Cieszę się na niego jak dziecko :) A Mężowi śnią się co chwilkę jakieś sny z nim związane :D
W sumie to Nasz pierwszy wspólny koncert. I osobno też. Ja zaliczałam jakieś tam festiwale, ale taki koncert z prawdziwego zdarzenia to jeszcze nigdy ;)
Dużo się u Nas dzieje, oj dużo. Ale napiszę o tym później.
A wspominałam już,że kupiliśmy nową lodówkę. Podczas remontu kuchni postanowiliśmy, ze dopóki ta stara (bardzo stara :P) będzie działać to nie będziemy generować kosztów. No ale niestety staruszka zaczęła odmawiać współpracy, więc musieliśmy uszczuplić nasz budżet domowy. Wydatek nie był mały no, ale cóż siła wyższa ;)
Dietę zakończyłam z wynikiem -11 kilo więc jest genialnie cudownie :D Teraz tylko wypadałoby wyrzeźbić ciałko, zwłaszcza brzuch bo nie wygląda najpiękniej i troszkę uda. Ale nie wiem czy teraz to mi się uda ;)
Ogólnie zaczynam czuć wiosnę... coraz cieplej się robi, słoneczko coraz częściej do nas zagląda...
Jeszcze tylko 25 dni do wiosny... już bliżej niż dalej :)

poniedziałek, 9 lutego 2015

Czas leci jak szalony

Styczeń zleciał jak z bata strzelił. W sumie to nie ma się co dziwić ;) Prawie każdy weekend to impreza. Ale na prawdę to było COŚ czego oboje z Mężem potrzebowaliśmy. Spotkania z ludźmi, znajomymi. Odnowienie kontaktów. To taki oddech od dnia codziennego, od pracy, od kiszenia się tylko we własnym (słodkim) małżeńskim sosie... I choć jedna impreza skończyła się niedzielnym MEGA KACEM to i tak było warto. No i przypomnieliśmy sobie dlaczego nie piliśmy wódki od naszych panieńskich/kawalerskich :P
Jedna z imprez odbyła się u Nas (głównie były osoby z mojej pracy). Gospodarze z Nas zacni :P Goście byli zadowoleni, a impreza zakończyła się po 2.
Jestem naładowana mega pozytywnym powerem. Wszystko mnie cieszy, wciąż się uśmiecham i niech ten pozytywny stan trwa jak najdłużej.
Małżeństwo układa się jak w marzeniach :D Tylko w nocy dziś troszkę zmarzłam :P Coś Mąż słabo grzał :P

piątek, 2 stycznia 2015

Nowy Rok- Nowy Początek


 W pierwszej notce życzę sobie i Wam, aby ten rok był lepszy niż ten poprzedni.
Oby wszystkie Wasze postanowienia i marzenia udało się spełnić.
Do następnego napisania.